Długo, długo nic… seledyn.

Tak długiej przerwy jeszcze chyba nie miałam… Jak bumerang wracają w mojej głowie obrazy „florystycznych bałaganów” obecnie wyparte przez „pieluszkowe bałagany”. Przez ten czas mojego „zawieszenia” uświadomiłam sobie jak bardzo brakuje mi pracy, nie jako ucieczki od domowych obowiązków, ale pracy jako pasji tworzenia, układania, drutowania, zestawiania form, barw… nawet nie przeszkadzały by mi połamane paznokcie i podrapane ręce 😉 Nie muszę pisać, że w hurtowniach oczy mi się świecą do świątecznego towaru, ale jak pogodzić raczkujące dziecię z brokatem i świecidełkami, o gorącym kleju już nie wspominając… Ale… o trudach macierzyństwa to możecie poczytać na blogach „mamuśkowych” 😉 a ja ukradkiem… chcę Wam pokazać zdjęcia kompozycji w seledynowej tonacji. Zieleń zieleni (bez dodatku mojej ulubienicy, ciemnej kordyliny), seledyn chryzantemy i goździka gałązkowego przełamany tylko delikatną barwą róży Pearl Avalanche.